sobota, 24 stycznia 2015

#3

Ash
Czy ktoś mi powie, co ja robię w samych bokserkach pod lodówką, w kuchni Jinxxa?! Co tu się do cholery działo?! Ał....Moja głowa...Czemu Christian leży rozwalony na blacie? Pod stołem jest reszta chłopaków, również są do połowy nadzy...Zaraz, zaraz. Stół, karty...Aaaaa! Pewnie graliśmy w rozbieranego. Ja pierdole jak mnie głowa boli! Muszę do łazienki, teraz! Trzeba zobaczyć, czy nie wygląda się jak trup. CO TO JEST?!!!!!!! AAAAAA!!!!!! Ah, to tylko ja w lustrze. Trzeba jakoś obudzić chłopaków. 1 sposób, oblać ich zimnym wiadrem wody. 2 sposób, włączyć jakąś muzykę, najlepiej metal. 3 sposób, przynieść piłę i nie pozwolić, żeby się już obudzili. Tak! Zdecydowanie idę po piłę. Ah, marzenia. Dobra, niech śpią. Pierdzielę ich, jadę spać do domu.

*w domu Asha*
Matko, jaki tu syf...Chyba muszę tu ogarnąć trochę. Albo...Eh, jutro. Chcę spaaaaaać...Łóżko już na mnie czeka, takie ładne, pościelone, krzyczy "Ashley! Połóż się na mnie!". No dobra, położę się, ale jednak nie chcę spać, eh. Chyba serio mam okres. Muszę zadzwonić do mamy i zapytać się, czy nie jestem zmutowaną kobietą z penisem. Ah no taaaak, moja mama nie żyje. I tata. Zawsze myśl o nich mnie nieźle przygnębia. Fajnie jest się wychowywać bez rodziców, myślisz? Nie. To nie jest ani trochę..."fajne". Gdy już jesteś u kresu wytrzymałości, nie radzisz sobie z życiem, masz wszystkiego dość...Zaczynasz się buntować, ciąć, co nie jest najlepszym wyjściem z sytuacji...Kto cię pocieszy? Babcia? Powie "Oj Ashley'ku nie przesadzaj. Ludzie mają gorsze problemy od twoich." I przez takie pocieszenia o to jestem! Ashley Purdy, basista dopiero co zaczynającego zespołu Black Veil Brides, który nie umie sobie znaleźć prawdziwej dziewczyny, z którą może żyć. Który poza sceną jest zupełnie inny, uczuciowy, nieśmiały...Tak, jestem nieśmiały. Wielki Deviant, uczuciowy i nieśmiały? Niemożliwe, ha? Szkoda tylko, że jedyną osobą, która to wie to ja. Nikt mnie tak dobrze nie zna. Nie potrafię komuś na tyle zaufać. Nie jestem taki wylewny, nie mówię wszystkiego o sobie na prawo i lewo. Muszę się jakoś pocieszyć. Ta moja melancholia mnie kiedyś wykończy. Czy ja zawsze muszę tyle myśleć? Serio, to jest okropne! Czasem mogę się tak wyłączyć, że o matko...Chłopaki byli tego świadkiem. Kiedyś poszliśmy no eh, na piwo. Oni sobie siedzą, rozmawiają jakby ich ktoś nakręcił (oczywiście o bzdurach, bo o czym?), a ja siedzę i...Patrzę się. Wtedy nie było dla mnie ważne na co. Tak naprawdę to na nic, ale no cóż. Przez pół godziny próbowali mnie podobno "wybudzić". Czy ja muszę być taki nienormalny? Ja chcę do psychiatryka...Tak bardzo...Fajne marzenie, co? Oh no wiem, jestem taki zajebisty. O, telefon mi dzwoni. LUDZIE  ZOSTAWCIE MNIE W SPOKOJU! Dobra, to And's. Eh, muszę odebrać. 

Andy  

Czekałem chwilę, aż pan Purdy raczył odebrać. Gdy się tak stało, od razu przeszedłem do rzeczy :
-Witaj, mam sprawę -Podrapałem się za głową- Możesz gadać?
-Ale.. O czym?-Zapytał 
-Bo... Juliet ma okres. No, a wiesz, jak ona to przeżywa -Urwałem- Jesteś moim przyjacielem, co nie?
-W pewnym sensie -powiedział obojętnie- Ale czekaj, czekaj... Co ja do tego?
-Bo ty masz hmm, oryginalną urodę i wpadłem na pomysł. Przebrałbyś się za kobietę i kupił mojej dziewczynie podpaski? Skończyły się jej.
Po moich słowach była cisza, a następnie Ashley wybuchnął śmiechem. Trwało to, a mi nabijało na konto.
-To twoja babka, nie moja. Sam się przebierz, mnie zostaw w spokoju- po tych słowach nie obyło się bez przewidzianego lania z mojej poprzedniej wypowiedzi.
-Ale to nie ja wyglądam jak nastolatka!- Nie mogłem, miałem dość
-Dziękuję- rzekł ironicznie.
-Skoro nie chcesz mi pomóc, to się rozłączam.
Już chciałem to zrobić, gdy mój "przyjaciel" zmienił zdanie.
-A co ja będę z tego miał?- zapytał
Wiedziałem, że to powie. Po prostu wiedziałem!
-Będziesz- mówiłem z wielkim bólem w sercu- mógł zaśpiewać wybraną przez siebie piosenkę na jednym z koncertów.
-Ok, to widzimy się pod twoim domem, tak?
-Ale ile ci to za...
Rozłączył się.  
Chyba popełniłem największy błąd w moim życiu, ale co miałem zrobić? Simms by mnie chyba zabiła, więc Ash uratował mi tyłek. Trzeba pomyśleć o odwołaniu tego koncertu, na którym Purdy będzie "pokazywał swoje umiejętności wokalne". 

Ash

 Ha! Moje marzenie się spełni! Zaraz... Jestem idiotą. Mogłem się nie zgadzać i czekać, aż podwoi, a nawet potroi swoją decyzję. Ale w sumie i tak to dobrze, fani poznają moje drugie oblicze! Zakochają się w moim głosie i poproszą, bym to JA śpiewał nowe numery. A wtedy Biersack będzie męczył się na basie... Albo w ogóle ktoś inny! Ha! jestem taki inteligentny. 
Więc czas zmienić się w kobietę. Poszedłem do pokoju moich rodziców i w szafie znalazłem stare ubrania mamy. Stałem jak idiota i próbowałem nie wybuchnąć płaczem. Nie, Ashley, jesteś silny... Dasz radę. Wybrałem czerwoną zwiewną sukienkę, która była w miarę szeroka. Chłopie, w co ty się pakujesz...
Następnie w walizce zobaczyłem paletę do makijażu. Zdmuchnąłem kurz i zabrałem zdobycz do łazienki. Omijając wielki korytarz, w którym widniały moje zdjęcia z dzieciństwa. Na nich byli również moi rodzice. Na niektórych dziadkowie i kuzyni. Czemu to tutaj wisi? Codziennie muszę to wszystko mijać i próbować się nie rozpłakać. Dlaczego? Dlaczego życie odebrało mi najważniejsze osoby w moim życiu? Tak, bardzo mądre zdanie. 
Gdy już wlazłem do łazienki, stanąłem przed lustrem i pomalowałem rzęsy. Następnie wziąłem szminkę i przejechałem po ustach. Zrobiłem jeszcze cienie. 
Taki umalowany, jak dziwka (nie obrażając dziwek) podszedłem do drzwi. Tam było lustro, w którym widziałem siebie całego. No cóż, mogło być gorzej... Zarzuciłem stary sweter babci, by zakryć tatuaże i włożyłem na nogi baletki. Na szczęście nie mam tak strasznie wielkiej stopy....
Wziąłem pieniądze, a następnie zamknąłem drzwi. Czułem się dziwnie, ale kto by czuł się w tej chwili normalnie? Chyba jakiś transwestyta, a ja nim nie jestem. Chyba...
Szedłem już chodnikiem, ku mojemu zdziwieniu nikt nie patrzył się na mnie jak na IDIOTKĘ. W sumie, nic dziwnego, to Ameryka, tu chodzą nawet na golasa i ludzie nic z tym nie robią. Na szczęście drogerię miałem niedaleko domu. 
Po 5 minutach znajdowałem się już w środku. Znalazłem półkę z podpaskami i kompletnie nie wiedziałem, jakie Juliet używa. Biorąc pierwsze lepsze zauważyłem, że jakiś koleś stanął obok mnie i patrzył się cały czas. 
-Hej mała, jak tam?- zapytał opierając się o ścianę.
-Przepraszam, ale ja nie jestem...
-Nie bój się, moja parówka jest szybka jak lte- poruszył brwiami
W co ja się wpakowałem...
-Jestem zajęta- uśmiechnąłem się i poszedłem dalej
-Czekaj!- zatrzymał mnie- Ale małą zdradą chyba twój koleś nie pogardzi? Jeśli się dowie- próbował złapać mnie za tyłek
Miałem dość. Kopnąłem kolesia pomiędzy nogami i spierniczałem do kasy. Czemu już drugi raz ktoś pomylił mnie z dziewczyną???
Wsiadłem do autobusu miejskiego po wizycie przy kasie i kierowałem się na ulicę, gdzie mieszka Andrew. Po 20 minutach znajdowałem się już przy drzwiach wejściowych pana Biersacka. Chciałem uwinąć się szybko, więc darłem się w niebo głosy oraz waliłem w drzwi. W końcu raczył mi otworzyć. 
-Szybko, gdzie ona jest, chcę już być w domu..-Miałem dość
-Wchodź- powiedział i zamknął dom.
Dałem Juliet te pierdolone podpaski i zażądałem zwrotu kasy. Oddali mi co moje, a gdy już wychodziłem, dziewczyna zawołała:
-Ale Ash, to nie podpaski! Kupiłeś mi chusteczki dla dzieci...
Coś myślałem, że jest nie tak. Nie moja wina, że nigdy nie widziałem podpasek ani ich nie używałem!  

************************************************************
 Przepraszamy, że tyle nie było rozdziału, lecz albo nie miałyśmy weny, albo dostępu do internetu. Ja jeszcze nie mam ferii i mnóstwo nauki, a Wiktoria cały czas siedzi w domu, pff. 
Postanowiłam, że co kto napisał będziemy oznaczać w taki sposób :
~Victoria 
~Elise

Chodzi o kolory. 
Zapraszamy na aska z przeróbkami BVB! ask.fm/bvbphotoart
 

poniedziałek, 5 stycznia 2015

#2


*perspektywa Ashley'a*
Muszę sobie troszkę wyjaśnić z chłopakami o co tu chodzi. Z resztą, ja też jestem w tym zespole i mam prawo wyrazić swoje zdanie. Przyjęli tego całego Christiana bez mojej zgody, pfff. Właśnie wychodziliśmy z budynku, kiedy odezwał się Jinxx.
-To jak, gdzie idziemy?
-Czekaj Jeremy, muszę sobie coś z tobą wyjaśnić. Czemu nie zapytaliście się mnie o to, czy chcę go w zespole? W ogóle nie liczycie się z moim zdaniem.
-Oj bo ty masz humorki i mogłeś go nie chcieć, a my jesteśmy za nim. Ale powiedz, czy coś ci nie pasuje?-zapytał.
-Owszem. Fakt, że macie mnie gdzieś. To może, jak tak bardzo chcecie, poszukacie sobie jeszcze nowego basisty? Może...Ten Coma kogoś zna? Jak jest taki zajebisty i nie trzeba mnie pytać czy jest wystarczająco dobry na nasz zespół.-burknąłem. Ja im dam...
-Jejku Ashley, okres masz cy co? Nie dość, że wyglądasz jak baba to tak się zachowujesz...-wtrącił się Andy. Kurwa! 
-Młody, przegiąłeś. A teraz was żegnam, niestety nie chcę przebywać w towarzystwie idiotów.-powiedziałem i zacząłem się wycofywać.
-Ashley, ogarnij się chłopie. Rusz tą dupę i chodź tu!-krzyknął Andy. A niech spier...Niech się zamknie. Jak mnie wkurzyli to teraz nie mogę sobie dojść spokojnie do domku. No dobra, trochę mnie znają i wiedzą, że mogę coś odpierdzielić....Z resztą to prawda. Mam szatański plan, buahahahaha!

Niedługo później
Dom Asha

Mówiłem im to już z tysiąc razy, z Ashley'em Purdy się nie zadziera, oj nie. Zapewne chłopaki będą siedzieć u Fergusona, jak dobrze, że mam do niego zapasowe klucze. Hmmm, kominiarkę mam, farbę mam, nóż mam, sztuczna krew też jest, czy coś jeszcze? Chyba nie. A teraz nagroda za moją pomysłowość, kochany Daniels...Ale, hmm... Dobra. A KYSZ WHISKY! A KYSZ! KOŃCZĘ Z TOBĄ IDŹ DO DIABŁA! A KYSZ! Chłopaki mieli rację, jak jestem wkurzony potrafię wiele...Jestem pojebany. Jest już 22, chyba czas się zbierać. Te sieroty zapewnię chlają i oglądają horror, akurat dobry film. 

Przed domem Jinxxa

A teraz tak szczerze, trochę się boję...Ale no nic! NIE NIE BOJĘ SIĘ! NIE NIE BOJĘ SIĘ! NOŻOM PODOBAM SIĘ! ONE LUBIĄ JAK SIĘ NIMI TNIE DRZWI SWOJEGO KUMPLA! Ah, ja to mam talent. Dobra, narysuję jeszcze jakieś Ave Country i będzie ok. Te drzwi są piękne...Ale czemu ja nadal nie wszedłem...Weź tu zrozum mój mózg! Się nie da! Po prostu się nie da...GDZIE SĄ TE CHOLERNE KLUCZE?! A tuuuu są! Miałem je w kieszeni. Dobra, gdzie ta dziurka...Myślałem, że jestem w nich dobry. Jest, otworzyłem te drzwi. Jak tu ciemno...Czy Jinxxowi odcięli prąd, czy co? O! Słyszę coś. Telewizor i rozmowy. Chyba się nie skapnęli, że ktoś wszedł. Mmm, jaki fajny pusty korytarz. Przyda mu się upiększenie czarną farbą. Co by tu pomalować? Kutasa! Taaak! Kutasy wszędzie! Co by tu jeszcze? Hm...Kutasy starczą. Idziemy do salonu...Chłopaki siedzą na kanapie, piją piwo i oglądają horror, mówiłem. Buahahahahha, ja ich przestraszę! Hmmm, ładna szklanka, czas ją..PRZEWRÓCIĆ! O kurwa gdzie się schować...?! Ok, już. Haha, te sieroty się przestraszyły. Ok, już nie patrzą. Teraz cichutko do nich podejść ze sztuczną krwią i...JĄ WYLAĆ! O KUR...CZE CZEA UCIEKAĆ! ... Ok, zdążyłem, jestem przed domem. Teraz czas wiać.


 *perspektywa CC*


Jestem z siebie dumny... Czekaj Coma, jesteś pierwszy raz z siebie dumny! Oo tak! Myślałem, że pójdzie gorzej, jakieś narady, przesłuchanie innych... a tu BUM! I jestem w zespole. Mi to odpowiada, nie powiem źle, no ale zdziwiłem się. 
Dobra, nie gram źle.. co ja gadam, gram zajebiście. Tak, samouwielbienie, a wcześniej depresja. W sumie nie wiem, czym ja jestem, rodzice mi nigdy powiedzieć nie chcieli... A co, jak niedługo będę mieć pierwszy okres?! To ma sens, pewnie dlatego miałem i mam huśtawkę nastrojów. 
No ale...
Jebać logikę, czas świętować! Nie pytajcie czemu, wylazłem na stół razem z moim Jackiem Danielsem (lokowanie produktu, reklamujemy whisky) i zacząłem śpiewać "Małgośka mówią mi", a moje włosy powiewały na wietrze z wiatraka. CZEMU W TYM LOS ANGELES ZAWSZE JEST TAK GORĄCO?! Z tej jakże upojnej chwili wyrwał mnie dzwonek telefonu, to z niego wydobywały się dźwięki "Z apetytem" zespołu Mejk. Dzwonił Jasiek, czy jak mu tam, nie ważne, coś na "J". 
-Hej Christian.. T-t-t-u Jake...-Ha! Wiedziałem, że coś na J!
-Coś się stało?-zapytałem popijając Danielsem
-N-n-n-o więc tak... Przyjedź do domu Jinxxa, adres wyślę ci sms'em...
-Ale, czemu?-zdziwiłem się. A no tak! Pewnie próba. Ale o 23?
-Powiemy ci jak przyjedziesz...A teraz, żegnaj.
Po tych słowach się rozłączył.
Długo na Sms'a nie musiałem czekać, dostałem adres i wsiadłem we właściwy autobus na przystanku obok mojego mieszkania. To nie było daleko, jakieś 6 ulic dalej. Wysiadłem i skierowałem się do domu z numerem "10". To tam mieszka Ferguson. Gdy tylko zobaczyłem drzwi, od razu wiedziałem, że to nie będzie próba. Bez zaproszenia (Ja taki rebel) otwarłem i moim oczom ukazał się.. Całkiem nieciekawy korytarz... Szedłem dalej i zauważyłem rozbite lustro, a na odłamkach szkła jakieś dziwne buty, to chyba kowbojki i kapelusz namalowane niebieskim markerem. Usłyszałem głosy, taki jakby szmer. Dobiegał z szafy na końcu tego pomieszczenia, jeśli to tak można nazwać. Postanowiłem ją otworzyć i... moim oczom ukazał się Andy, Jeremy i Jake ściśnięci w "Narnii". Nie mogłem wytrzymać, aż tarzałem się po podłodze! Jednak im to śmiechu nie było, przestraszeni i rozkojarzeni członkowie Black Veil Brides nadal siedzieli i nie odzywali się. Zatem postanowiłem zapytać się, co się stało.
-O co wam chodzi?-przystopowałem z żartowaniem
-t-t-t-t-t-u  s-są... potwory-Odezwał się, nie całkiem odważny, Ferguson
-JINXX MÓWILIŚMY SOBIE COŚ O PRZYWOŁYWANIU DUCHÓW I CHWALENIU SZATANA!-Krzyczał zdesperowany i całkiem bezradny Pitts
-Cicho chłopaki.. Coś poradzimy-po tych słowach Biersack poprawił sobie włosy- A teraz CC, skoro już tu jesteś, zrób coś!
-NO, ALE CO JA MAM ZROBIĆ?!-zdziwiłem się
-Wymyśl coś- rzekł wielce odważny Andrew
Zamknąłem szafę, nie chciałem już słuchać ich historyjek. Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Wyszedłem z domu i skierowałem się do ogrodu. Usłyszałem szelest liści. Ktoś tu jest, tylko kto? Odrobinę przestraszony podszedłem do największego drzewa. To była moja Ashley'cia , zaczepiona o gałąź naszyjnikiem z gwiazdą. Biedak nie mógł się odplątać, łamaga. 
-Co tu robisz?
-Odplącz mnie!-Wiercił się Purdy, bez skutku
Zrobiłem tak, jak chciał. Jednak od razu pobiegł przed siebie. A to chu...steczka! Wiedziałem, jak go zatrzymać. Z buta wyciągnąłem moją pałeczkę do bębnów i rzuciłem w kolesia. Udało się! Ash leżał na ziemi i podniósł się akurat wtedy, gdy podbiegłem do złoczyńcy. Zaprowadziłem go do Narnii i ja otworzyłem. Chłopaki wyszli i nie mogli uwierzyć. To basista z ICH zespołu mógł zrobić coś takiego?
Tłumaczył się tym, że zdecydowali sami nad przyjęciem właśnie mnie do BVB. Wyprosili mnie, więc udałem się do salonu. Wylazłem na stół i zacząłem śpiewać "Małgośka mówią mi". Po chwili przyszli uśmiechnięci, wleźli obok mnie i w piątkę dokończyliśmy tą piękną piosenke.

***
O Matko XDD
Powiem tyle, że z Wiktorią jesteśmy zaskoczone, że w tak krótkim czasie jest już 5 komentarzy.. Dziękujemy!
Przypominam, że perspektywę CC piszę Elise, a Ashley'a Victoria. 
Jeszcze raz dziękujemy i prosimy o komentarze!
~Elise

sobota, 3 stycznia 2015

#1


Gdy znowu użalałem się nad sobą w drodze do parku, oczywiście nie obyło się bez wpadki. O to ja, Christian Coma który uderzył w słup na ulicy. Głowa zaczęła mnie boleć, a przed oczami miałem światełka. Oparłem się o to "narzędzie zniszczenia życia CC" i potarłem oczy. Gdy skończyłem, zrobiłem to jeszcze raz, ponieważ nie mogłem uwierzyć. Na tym właśnie cholernym słupie, wisiało ogłoszenie o perkusistę w zespole "Black Veil Brides"! Co prawda nie znam ziomków (Czy tam ziomalek, przepraszam ziomalki), ale skoro muzyka to moja pasja, postanowiłem, że dziś wieczorem napiszę zgłoszenie i potwierdzenie mojego udziału w castingu. Już się nie mogę doczekać! Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos jakiejś dziewczyny.
-Ej, halo?- Ktoś właśnie do mnie mówił-Słyszysz mnie?
 -O, hej bejbe- oparłem się o "Narzędzie zniszczenia życia CC, ale nie jest takie złe, ponieważ było tam ogłoszenie, które sprawia, że moje marzenia się spełnią" i seksownie poruszyłem brwiami.
-Emmm.. Dobrze się czujesz?- Laska dziwnie na mnie patrzyła, postanowiłem przystopować.
-Jestem Christian, Christian Coma, a ty?- O tak, chica jest już moja.
-Jestem Ashley ...-zaśmiała się-Ale ty wiesz, że ja wcale nie jestem...
 Nadal dobrze nie widziałem, więc znów otarłem oczy. I okazało się, że moją Ashley'cią jest chłopak, w dodatku ma tatuaże i mięśnie. 


*Perspektywa Ashley'a*
Tak. Fajnie. No dobra, może troszeczkę wyglądam jak dziewczyna...
-Chłopie, muszę ci powiedzieć, że nic z tego nie wyjdzie. Jestem hetero.-zaśmiałem się.
-Em...To...Przepraszam.-Haha, chłopak się speszył. Christian próbował wstać, ale coś mu to nie wychodziło, tak więc mu pomogłem.
-Widzę, że spodobało Ci się nasze ogłoszenie.-znów się zaśmiałem. Jejku, jaki ja mam chujowy śmiech...
-Co? "nasze"?-zdziwił się.
-No...Tak. My jesteśmy Black Veil Brides.-powiedziałem wskazując na chłopaków. Debile oczywiście tylko stali z boku i cały czas się śmiali. Chyba 
muszą zmienić Dilera.
-Ło, serio? Fajnie. A tak w ogóle to tak patrzę na to ogłoszenie...Będziecie musieli mnie słuchać jak napierdzielam na garnkach, bo mam zamiar przyjść na przesłuchanie.
-O boże, uratowałeś nas. Nasza była perkusistka zrezygnowała, a raczej nie chcemy żeby zespół się rozpadł.To tak, jak tam pisze: jutro o 15 w **** <po prostu nie mogłam wymyślić gdzie xD>. Pamiętaj, jak nie przyjdziesz to wpierdol.-zaśmiałem się-A teraz przepraszam, te kaleki się zmęczyły i musimy iść. To myślę...do zobaczenia.-dokończyłem i pociągnąłem za szmaty tych debili. Niech ten Coma się do czegoś przyda bo inaczej jebne...

Dzień póżniej
10:30

Kolejny dzień.
Ci idioci znowu mnie obudzili.
No po prostu nie mogę się doczekać, aż dostanę nóż do ręki, a któryś nie będzie mnie widział, no marzę o tym...
Dzisiaj to przesłuchanie na perkusistę, jak przyjdą jakieś debile to będę po kolei zabijał.
No obiecuję.
O tak, Andy mi pomoże.
Jak komuś źle pójdzie, ja będę zabijał, a And's mu screamował do ucha!
Jestem zajebisty.
"Ci idioci" właśnie wylegiwali się na mojej kanapie...
Zaraz zaraz...
Czemu to zawsze u mnie się spotykamy?!
Hańba.
I czemu to oni mnie zawsze budzą...
Wiem!
O 3:44 zrobie Jinxx'owi wjazd na chatę, to on najwcześniej wstaje.
Kto jest zajebisty?!
Ashley Purdy, FUCK YEAH.
-Ashley...Abrocket...PURDY DO JASNEJ CHOLERY!!!-Wydarł mi się do ucha Andrzej...
-Czego...
-Jakbyś nie zauważył, już wychodzimy. Ale ty nie, pewnie rozmarzyłeś się o nagich laskach...
-Młody, nie przeginaj, bo ci już nigdy nie stanie, przeklnę twojego penisa, buahahahah!
-Przyznaj się Purdy, leki przestały działać?
-Przyznaj się Biersack, żyletka ci się stępiła?
-A tobie zabrakło Whisky?
-A tobie chusteczek po zabawie z rączką?
-A tobie na dziwkę?
-Mnie przynajmniej stać na dziwki.
-Chłopaki!!! Jak się nie zamkniecie to wam wyjebie tłuczkiem!-krzyknął Jake. Ten to się musi wtrącać...W końcu ruszyłem moim seksownym tyłeczkiem i poszliśmy na to wymarzone olaboga przesłuchanie.

Niedługo później, przesłuchanie.

Idę do Andy'ego po żyletkę, na serio...Ten chłopak nie umie grać na perkusji to po co on tu?!!! 
Uuuughr...

*następna osoba*

CO TA DZIEWCZYNA TU ROBI.
CZEMU ONA GRA NA SKRZYPCACH.
TO JEST DO CHOLERY PRZESŁUCHANIE NA PERKUSISTĘ..
Jedyny Jeremy, kochanek muzyki klasycznej nie narzeka..

Długo później...

Jestem załamany "talentem" innych...
Niech się zjawi Coma...
O! O wilku mowa...
Coś tam gadał do Jinxxa, nie słuchałem...
Bo po co...
Dobra, zaczął grać...
Eee no, nie jest zły, nawet nawet.
Wreszcie skończył, dziękuję. Znowu gadał z chłopakami. Ja chyba myślałem o Hello Kitty na tęczy. 
-Christian, witaj w naszym zespole!-krzyknął któryś z nich...Zaraz zaraz. Że co?! Nie jestem w temacie widzę. Dobra, dowiem się później, przynajmniej mamy perkusistę.

**********
Koniec...
Przepraszamy, że nie było długo rozdziału, brak czasu, weny, w dodatku nie miałam na czym pisać. Eh...mam nadzieję, że się spodobał ^^
Wysiliłam sie xD
-Victoria Purdy

Ps.Za jakieś błędy, literówki, przepraszam. W dodatku mam korektę tak więc...


środa, 26 listopada 2014

Prolog


Czemu ja mam takie nieszczęście? Nie mogę znaleźć pracy, nie mam przyjaciół, a przynajmniej takich od serca oraz dziewczyny. Niby dużo wymagam, ale przecież w tych czasach każdy nastolatek posiada to wszystko wymienione 
wyżej. A ja nie jestem nastolatkiem. Mam już 28 lat. Moje życie się nigdy nie układało ...  Rodzice odeszli ode mnie w wieku 14 lat, wychowywała mnie babcia, której już nie ma. Od tej pory jestem sam jak palec. Ludzie na mój widok tylko uciekają, albo wyśmiewają, że jestem metalem, mam długie włosy, tatuaże oraz jestem ubrany cały na ciemne barwy. Przez to, że mam inny styl, niż te pedały w różowych podkoszulkach oraz pastelowych rurkach? Oczywiście nic do nich nie mam, szanuję, że każdy ma inny gust. Lecz jak można się z kogoś wyśmiewać, zakładając takie "coś"? Może i to nie miało sensu, ale chciałem się na ten temat wypowiedzieć. 
Cecuś, nie ma się co nad sobą użalać. Jeszcze w życiu znajdziesz odpowiednią osobę, odpowiedni kierunek w życiu, odpowiednich znajomych i wszystko, czego zapragniesz. Tylko wierz w swoje marzenia. 



Spałem sobie słodko...Gdy nagle obudziło mnie walenie do drzwi. Świetnie po prostu. Jest 8 rano, a ja kurwa spać nie mogę. Zabije. Szybko się ubrałem i poszedłem zobaczyć kto jest moim prywatnym budzikiem. Okazało się, że to Andy, Jake, Jinxx (czyt. debile pospolite) i Sandra. Pewnie coś w sprawie zespołu. Raczyłem im wreszcie otworzyć.
-Co wy tu kurwa robicie tak wcześnie!? Pojebało was już do reszty!?-krzyknąłem.
-Sandra chce odejść.-powiedział widocznie zdenerwowany Andrew.
-CO?!
-No tak to. To wpuścisz nas czy będziesz tak stał i się na nas wydzierał?-zapytał z wyczuwalną kpiną Jinxx.
-Tak, chodźcie.-zaprosiłem ich gestem ręki. Po chwili już wszyscy byliśmy u mnie w salonie. Sandra cały czas stała z boku i się nie odzywała. My jak to faceci darliśmy się na siebie i pytaliśmy wzajemnie o co chodzi. W końcu Sandra wyszła na środek, nabrała powietrza w płuca i krzyknęła:
-ZAMKNĄĆ TE GŁUPIE MORDY! To moje decyzja czy odchodzę czy nie. Prywatna sprawa. Naprawdę przepraszam chłopaki, ale muszę. Mam nadzieję, że znajdziecie kogoś, nawet lepszego ode mnie. Jesteście super, zajebiście się z wami pracowało. Niestety, już muszę iść. Dzięki za wszystko. Pa.-powiedziała i wyszła. Przez następne pięć minut staliśmy jak słupy soli i wymienialiśmy spojrzenia. Black Veil Brides to zespół, który założyliśmy z chłopakami. Staje się już nawet popularny, z czego się bardzo cieszymy, bo na tym nam zależało. Nie marzymy o masie kasy i wielkiej sławie, tylko o robieniu tego, co kochamy. Cóż, mamy wiele hejtów na temat tego, że jesteśmy metalami, ubieramy się na czarno, nasze ciała pokryte są tatuażami...Ale jak mówi tekst naszej piosenki "Never Give In". 
W końcu ktoś się odezwał, tym ktosiem był Jeremy.
-No i co teraz robimy? To koniec z zespołem?
-Chyba cie popierdoliło! -krzyknąłem.- Musimy poszukać jakiegoś dobrego perkusisty, kogoś podobnego do nas...
-Ej ej ej, zróbmy ulotki i porozwieszajmy je wszędzie! Może ktoś się znajdzie?-zaproponował wokalista.
-Niegłupi pomysł. Możemy to zrobić nawet teraz u mnie. Wydrukujemy i idziemy na miasto. Co wy na to?-w odpowiedzi wszyscy zgodnie pokiwali głową. Po chwili udaliśmy się do mojego komputera.
*godzina później*
Wszystko mieliśmy już gotowe. Tylko czeka nas teraz chodzenie po całym LA i rozwieszanie ich gdzie popadnie. Na drzewie, słupie, bezdomnym, jadącym samochodzie...Albo będzie stać pod latarnią i tańczyć, jak ktoś się zatrzyma to wetkniemy mu nasze ogłoszenie, Haha.
*pare godzin później*
JA PIERDOLE! Nie czuję nóg! Muszę na nie co chwilę, patrzeć czy mi nie odpady gdzieś po drodze.
-Dobra, to jeszcze tutaj.-powiedział zziajany Andy. Chłopaczyna najmłodszy, a najbardziej się zmęczył. Chodziliśmy tak jeszcze i przyczepialiśmy gdzie popadnie ostatnie ulotki. Gdy mieliśmy wracać, ktoś wpadł na słup, na którym było ogłoszenie. No cóż, ja jak to ja, ryknąłem śmiechem.




                                              The End 

Tak więc, wygląda prolog w wykonaniu moim oraz Dariusza (Wiktorii) ... Przyzwyczajcie się do "wulgarnego" słownictwa z jej strony, to u niej normalne xd Ja (Andrzej, Elszon, Elcia, Eliza, Elix) piszę z perspektywy CC, a ona z Asha. Więc zapraszamy do czytania i komentowania bloga, to dla nas wielkie szczęście ♥